Robert Schumann (1810-1856)
Koncert fortepianowy a-moll op. 54
To fakt, iż Schumann o koncercie fortepianowym myślał już od dawna, nawet w czasach „przedopusowych” – z lat 1828-1831 pochodzą szkice dwóch utworów koncertowych, w Es-dur i F-dur, zaś w 1839 roku kompozytor pracował nad Koncertem d-moll, żadna z tych prób nie została jednak uwieńczona sukcesem. Dlaczego? Twórca wyjątkowo świadomy przełomowego charakteru muzyki swoich czasów wiedział, że gatunek koncertu musi ulec przemianie. Oczywiście, wzorem mógł mu być Koncert „Cesarski” Beethovena, jednak z pewnością nie późniejsze wirtuozowskie koncerty brillante Hummla, Fielda, Webera, Herza, Moschelesa, Mendelssohna, czy nawet Chopina. W swoim piśmie Neue Zeitschrift für Musik pisał: „Musimy czekać na geniusza, który w nowy, świetny sposób wskaże nam, jak połączyć orkiestrę z fortepianem, aby grający mógł zademonstrować całe bogactwo swego instrumentu i swej sztuki, podczas gdy orkiestra, miast biernie się przyglądać, dzięki swej różnorodności współtworzyć będzie ten kunsztowny obraz” (1839). W 1840 roku podjął kolejną próbę – i tym razem doprowadził ją do końca, a nawet do... dwóch końców (sic!). Wpierw powstała jednoczęściowa Fantazja a-moll na fortepian i orkiestrę, którą 13 sierpnia 1841 roku Clara zaprezentowała w lipskim Gewandhausie, oczywiście pod batutą Mendelssohna. Jednak, gdy Schumann zwrócił się z propozycją wydania utworu drukiem, w słynnym lipskim wydawnictwie Breitkopf & Härtel odpowiedziano mu, że wydany może zostać jedynie „kompletny”, trzyczęściowy koncert. Chcąc, nie chcąc, Schumann w maju i czerwcu 1845 roku skomponował więc dwa „brakujące” ogniwa – i tym razem „kompletny” już Koncert wykonany został po raz pierwszy 4 grudnia 1845 roku w Dreźnie w sali Hôtel de Saxe, oczywiście przez Clarę, zaś miejscową orkiestrę prowadził Ferdynand Hiller
W pierwotnej Fantazji, która stała się pierwszą częścią Koncertu a-moll, o „swoje” spierają się jeszcze z sobą Euzebiusz i Florestan, dwa alter ego rozszczepionej osobowości Schumanna. Wstępna, imponująca kaskada opadających akordów fortepianu (do Schumanna nawiążą tutaj Grieg w swoim Koncercie a-moll i Rachmaninow w Koncercie fis-moll) to oczywiście gest Florestana – porywczego, pełnego pasji, namiętnego; zaś następujący po nim właściwy pierwszy temat Koncertu, podany wpierw przez obój, dalej zaś powtórzony przez fortepian – temat śpiewny, tęskny, może nieco melancholijny – to już muzyka refleksyjnego introwertyka, Euzebiusza. Zauważmy pierwszy jego motyw, dźwięki c-h-a-a: to przecież „motyw Clary”: C-H-(i)-A-(rin)-A – z włoskiego Chiarina, jak we wcześniejszym Karnawale Schumanna! Bo przecież Chiarina brzmi bardziej „poetycko”, niż „zwyczajne” Clara. Pomiędzy inicjalną kaskadą akordów a poetyckim „tematem Clary” rysuje się ekspresyjna przepaść, ileż jednak stwarza ona możliwości mediatyzacji! Co oczywiście Schumann czyni w sposób znakomity, lecz idea koncertowania polega u niego nie na „współzawodniczeniu” solisty i orkiestry, lecz na „współtworzeniu” – to nieco zapomniane znaczenie włoskiego concertare, które należy pojmować jako harmonijne „uzgadnianie”. W ujętym w formę sonatową pierwszym Allegro affettuoso orkiestra nieustannie „niesie” tutaj pianistę – i ostatecznie „wynosi” ku imponującej solowej Cadenzy, będącej kulminacją całej części. Po czym, w pełnej harmonii, obie splecione z sobą partie wartko podążają ku finalnym akordom. Gdyby dziś Koncert Schumanna kończył się w ten sposób, zapewne odczuwalibyśmy pewien dyskomfort – i jakiś brak. Siła przyzwyczajenia? Mamy na szczęście jeszcze dwie części.
Miast tradycyjnej części wolnej, Schumann zdecydował się na niewielkie, nieco skameralizowane Intermezzo. Andantino grazioso, z charakterystycznym quasi-scherzandowym tematem i „niezobowiązującym”, sympatycznym dialogowaniem fortepianu i orkiestry. W samym zakończeniu pojawia się tu – jakby mimowolnie – reminiscencja „motywu Clary” z części pierwszej Koncertu, lecz w tonacji durowej. Kompozytor wprawdzie zaraz „poprawia” cis na c i dur na moll, lecz już po chwili tonacja durowa „zwycięża” – i wkraczamy w finałowe Allegro vivace w rytmie walca. Walca już nie „sentymentalnego” czy „szlachetnego (pisał takie Schubert, a za nim powtórzył Ravel!), lecz porywającego „walca fantastycznego”, jakiego dotąd w żadnym fortepianowym koncercie nie słyszano! Walca, w którego ekstatycznej codzie, wraz z finalnym A-dur zdajemy się sięgać gwiazd! I już wiemy: jednoczęściowa Fantazja nie oferowała nam TAKIEJ puenty! Musimy być więc wdzięczni nie tylko Schumannowi za jego wspaniały Koncert, lecz także... wydawnictwu Breitkopf & Härtel.
Stanisław Kosz